niedziela, 5 grudnia 2010

"Irysy" YSL

Ostatnio znów spędziłem nieco czasu nad Yves Saint Laurent’em. Ale to nie wynika bynajmniej jedynie z tego, że jego twórczość niezwykle cenię, chodzi o tworzenie prezentacji dotyczącej samych związków ze sztuką u tego projektanta (zapraszam w najbliższy czwartek do Domu Bretanii). Tych zaś jest niemało i do tego przebiegają na wielu poziomach – można by tylko o tym książkę napisać. No, ale wracam na ziemię. Otóż chodzi mi o jeden ze słynnych żakietów Laurenta. Dwa z nich odwołują się do twórczości van Gogha (1853 – 1890) trzeci do Pierre’a Bonnard’a (1867 – 1947). Teraz chciałbym się zająć tylko jednym, dlatego, że chcę go porównać z właściwym płótnem, by pokazać stopień przetworzenia pierwowzoru. Będą więc Irysy Van Gogh’a z 1889 roku (ze zbiorów J Paul Getty Museum w Los Angeles) Jakie one są – każdy widzi. Piszę tak dlatego, że zachęcam do samodzielnego przyjrzenia się im w kontekście oceny dzieła YSL. Udało mi się znaleźć dwa różne zdjęcia tej kreacji. Pierwsze pochodzi oczywiście z roku powstania – czyli kolekcji na wiosnę- lato 1988 zatytułowaną „The Cubist Collection: A Tribute to Braque”. Jak się okazuje Yves nie trzymał się tylko twórczości Braque’a, Picassa czy Gris’a, ale także umieścił w niej innych, pośrednio powiązanych artystów – np. Van Gogh’a. Drugie zdjęcie pochodzi z pokazu, jaki się odbył w końcu stycznia 2002 roku w Centre Pompidou.
Lubię takie zestawienia, bo pokazują klasyczność i ponadczasowość kreacji, w tym wypadku żakietu z Irysami. By docenić kunszt jego wykonania, które zajęło około 670 godzin, prezentuję jeszcze jedno zdjęcie pokazujące "Irysy" w zbliżeniu. Daje to możliwość zobaczenia, że projektant starał się powtórzyć nie tylko wzór, ale i fakturę obrazu. Mogę się pochwalić, że widziałem ten żakiet na żywo i naprawdę robi on niezwykłe wrażenie. Chodzi jednak, jak wspomniałem wcześniej, o to, żeby porównać, i mam nadzieję zobaczyć, że nie jest to tylko proste i bezmyślne naśladownictwo, ale coś więcej. Coś, co wynika z głębokiego rozumienia sztuki holenderskiego mistrza.

Źródło ilustracji:
http://www.getty.edu/museum/
www.style.com
Fashion since 1900, valerie Mendes i Amy de la Haye, wyd. Thames & Hudson
Yves Saint Laurent, katalog wystawy, Petit Palais, Paryż 2010

2 komentarze:

  1. Bardzo interesujący post .
    No cóż- przyznaję, że zafascynowana kiedyś właśnie tym obrazem- kupiłam w pewnym SCH zasłonę, która do szaleństwa przypominała go fakturą, wzorem i gamą barw. Nigdy u mnie nie wisiała, kilka lat cieszyła moje oczy - gdy otwierałam szafę. Teraz cieszy oczy innej Wrażliwej , która wyjęła ją na światło dzienne.
    Miałam też sukienkę , której wzór przypominał mi maki Moneta . Nie nadawała się do noszenia, ale lubiłam podziwiać ja na wieszaku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja spacerowałam kiedyś z parasolem, który po rozłożeniu zamieniał się w "Pocałunek" Klimta:)
    POZDRAWIAM PIOTRZE!! Rozaliusz

    OdpowiedzUsuń