niedziela, 14 listopada 2010

U Wiktorii i Alberta...

Przyznaję, że Balety Rosyjskie Diagilewa interesują mnie od kiedy nieco bliżej poznałem Paula Poireta. Zwiedzając więc wystawę przygotowaną przez Muzeum Victorii i Alberta mogłem nacieszyć oczy (uszy w sumie też). Organizatorzy wybrali raczej tradycyjny sposób narracji, tzn. zasadniczo chronologiczny z problemowymi wtrąceniami. Początek stanowiły informacje o samym Diagilewie i środowisku oraz o pierwszych wystawach w Paryżu, co wydaje mi sie niezbędne, bo w końcu nie pojawiło się to wszystko znikąd. Następnie prezentowane były kostiumy z pierwszych, przedwojennych sezonów, z zasygnalizowaniem także Poireta, którego trzy suknie były pokazywane. Z tego okresu wyróżniono postać Wacława Niżyńskiego - tancerza (był także choreografem), oraz przełomowy spektakl, jakim było Święto Wiosny Igora Strawińskiego wystawione w 1912 roku. „Przerywnikiem” w narracji była część zatytułowana Tworzenie baletu, gdzie pokazywano inspiracje Diagilewa, zapisy choreografii i elementy związane z warsztatem tancerzy, po czym następował kulminacyjny, moim zadaniem moment wystawy, czyli olbrzymie scenografie – tła stworzone przez Gonczarową i Picassa. Rzeczywiście robią niezwykłe wrażenie. I choć mało jest miejsca na odejście, to i tak, nawet z „żabiej” perspektywy, warto je pooglądać. Ta część prezentuje dużą ilość prac Picassa, który wielokrotnie współpracował z Diagilewem, ale są i efekty pracy innych artystów, np. Georges Braque’a. Przedostatni zaś fragment wystawy dotyczył powojennych produkcji z udziałem Matisse’a, Łarionowa czy Chanel, by wspomnieć głównych twórców. Akcentem zamykającym ekspozycję były suknie Yves Saint Laurenta nawiązujące do twórczości Baletów Diagilewa.
Co mnie nieco zaskoczyło, to wiek zwiedzających - czułem się jakbym trafił na wykłady uniwersytetu III wieku. Nie żebym miał coś przeciw, po prostu tak uwaga. Chociaż może to świadczy, że temat jednak jest zbyt odległy? abstrakcyjny? trudny? dla młodego odbiorcy. Trudno powiedzieć z czego to wynika. Choć przez chwilę przeszło mi przez głowę, że jakimś mentalnym starcem może jestem, skoro mi się to podoba... A, trudno podoba się i już. Brakuje tylko „obrazków”. Tym razem będą to zbliżenia, które pozwalają zobaczyć też kunszt pracowni wykonujących te kostiumy (i tych które je konserwowały). Detale kostiumów (ilustracje z katalogu towarzyszącego wystawie pod red. Jane Pritchard):
dla Księcia (Sadko) – proj . N. Gonczarowa
dla Niżyńskiego (Le Festin) – proj. L. Bakst
dla Bajadery (Le Dieu Bleu) – proj. L. Bakst
Zapraszam też przy okazji na spotkanie-prezentacje-wykład na temat Baletów, jakie będzie w najbliższy wtorek, 16 listopada, o godzinie 18.30 w Fashion School, przy 27 Grudnia 3. Trzeba wejść w bramę i później, w podwórzu w lewo. Wstęp wolny. Aha – to oczywiście w Poznaniu.

2 komentarze:

  1. Witam, to z pewnością była niesamowita wystawa (znakomicie opisana ! ) ; choć przyznaję, że tym razem mam niedosyt zdjęć . Mimo to - jej atmosfera udzieliła się nawet takiemu laikowi jak ja i żałuję jedynie, że Londyn zbyt odległy ...

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) myślę, że do tematu jeszcze wrócę, choćby do Picassa, którego zauważyłem, że bardzo cenisz. Na razie odpuszczam temat, żeby nie znudzić czytelników tym zagadnieniem... :)
    Ale w internecie może gdzieś uda ci się znaleźć zdjęcia z wystawy, bo choć był zakaz fotografowania, to jednak widziałem jak telefony szły w ruch. Inna sprawa, że nie wiem co tam wyszło, bo jednak dość ciemno było na wystawie, ale może coś komuś się udało :))))

    OdpowiedzUsuń