poniedziałek, 22 listopada 2010

Namaluj to!

Wbrew temu co może niektórym sugerować ten tytuł, nie będzie nic o obrazie Rembrandta. Za to o innych obrazach tak. Kwestia malarstwa jako źródła wiedzy o ubiorze interesuje mnie od dawna. Najczęściej kojarzy się to z problemem „przekładalności” kroju, sylwetki, faktury tkaniny na język malarski. Wielu zapewne od razu poda znakomite przykłady sztuki portretowej, np. Ambasadorów H. Holbeina i inne. Możemy się sporo z takich obrazów dowiedzieć – to pewne, ale mnie bardziej zastanawiają kwestie metodologiczne. Czy można analizować ubiór porównując go do obrazu? Czy jeśli niektórzy historycy sztuki twierdzą, że obraz może być odnoszony tylko do innego obrazu, a nie do otaczającej nas rzeczywistości, to może ubiory też powinniśmy tak rozpatrywać? Nie chcę tym samym negować możliwości czerpania wiedzy z wszelkiego rodzaju przedstawień, sugeruję jedynie różny sposób analizy ubioru zachowanego i ubioru namalowanego. W wielu punktach są one na pewno styczne, ale w innych nie. Poniżej zaprezentuję trzy przykłady, które dają nam możliwość porównania zachowanego ubioru z jego malarskim przedstawieniem. Na fali Baletów Rosyjskich zacznę od kostiumu, jaki Aleksander Gołowin zaprojektował do spektaklu Borys Godunow ok. 1908 roku.
Tuż obok niego możemy zobaczyć obraz, także autorstwa Gołowina, przedstawiający tytułowego bohatera granego (śpiewanego) przez legendę – Fiodora Szalapina. Płótno zostało namalowane w 1912 roku i znajduje się w Państwowych Zbiorach w Sankt Petersburgu. Mamy więc ubiór - w zasadzie jego prezentację i reprezentację - wchodzę na bardzo śliski grunt, bo wykłady z tego zakresu miałem już kilka lat temu, więc - z jednej strony mamy ubiór – obiekt muzealny (ze zbiorów Victorii i Alberta), z drugiej portret, którego jedynie częścią składową jest tenże ubiór. Kostium ten ma zdecydowanie więcej wspólnego z ubiorami z czasów panowania Godunowa niż z portretem i powinien być analizowany w odniesieniu do nich. Podobnie portret ten ma więcej wspólnego z innymi obrazami niż z tym ubiorem i tą drogą powinna biec interpretacja (np. w kontekście portretu Davida Garrick jako Ryszarda III namalowanego w 1745 przez W. Hogartha). Jak wspomniałem, jest oczywiście wspólna nić między powyższymi przedstawieniami, ale to właśnie „nić” i niewiele poza tym.
Kolejny przykład prezentuje znakomite dzieła – z jednej strony przepiękny portret pędzla Aleksandra Roslina, z drugiej zachwycającą ślubną suknię portretowanej, czyli Jadwigi Elżbiety (1758 – 1818) – królowej Szwecji i Norwegii (obydwa ze sztokholmskich muzeów – suknia z Livrustkammaren, obraz z Drottningholm). Na wystawie monograficznej Roslina prezentowane były one razem. Suknia na wystawie malarstwa wydawała się obca. Oczywiście z punktu widzenia widza jest to ciekawy zabieg, zupełnie go rozumiem i uważam za interesujący. Chodzi mi jedynie o podkreślenie różnic między nimi i odmienne podejście do ich analizowania.
Ostatnia para nie pochodzi bynajmniej sprzed wieków, ale z lat 40. ubiegłego wieku. W tym przypadku bohaterką jest Millicent Rogers, ikona stylu tamtych lat. U nas co prawda w ogóle nieznana, ale w Stanach jak najbardziej. By już się nie powtarzać, poprzestanę tylko na danych. Obraz malowany przez Bernarda Boutet’a de Monvel’a w 1949 roku należy obecnie do prywatnych kolekcjonerów z Nowego Jorku. Suknia zaś wyszła z pracowni Charlesa Jamesa w 1947, a obecnie jest w zbiorach MET.
Mam nadzieję, że nie zniechęciłem do spoglądania na obrazy, ale jednocześnie udało mi się zwrócić uwagę na to, by nie traktować portretów jako „ilustracji” ubiorów w sposób bezrefleksyjny i bezkrytyczny.

Źródła ilustracji:
http://www.vam.ac.uk
The Ballets Russes and the art of design, Monacelli Press, 2009
Alexander Roslin, Kat. wystawy, Nationalmuseum, Stockholm, 2007
High Style, Kat. wystawy, Brooklyn Museum, NY, 2010

3 komentarze:

  1. Piękny blog! A będzie coś o stylizacji a'la Audrey Hepburn?
    Jak zgłodniejesz zapraszam na swój blog :-)
    Agatta

    OdpowiedzUsuń
  2. W najbliższych 2 tygodniach nie przewiduję, ale później... kto wie :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. A to ciekawe, co piszesz - szczególnie w kontekście bardzo "nowoczesnych" i zaawansowanych technologicznie pokazów różnych awangardowych projektantów, jak McQueen czy Chalayan. Ostatnio takim medium, które nabiera niezwykłej nośności w tej tematyce jest tzw. film modowy. Przyznam, że wiele takich filmów to dla mnie po prostu radosna twórczość pretendująca do "sztuki", jednakowoż myślę, że mogą się wkrótce z tego nurtu wyłonić całkiem smaczne kąski ;)

    OdpowiedzUsuń