sobota, 4 września 2010

Ewa


-->
Ten prosty tytuł posta powtarza prosty, ale ile mówiący, tytuł obrazu namalowanego przez Edouarda Zier’a. Ten francuski malarz z polskimi korzeniami działał także, jako ilustrator książek i czasopism (np. Monde illustré czy L’Illustration”). Obraz pochodzący z rogalińskiej kolekcji Edwarda Aleksandra Raczyńskiego przywołać chciałem w kontekście ostatniego wpisu.
W dzisiejszym obrazie artysta na naszych oczach zestawia ze sobą „pierwowzór kobiety” z reprezentantką swoich czasów. Nie musimy, więc szukać żadnych dodatkowych kontekstów poza samym obrazem. Co ciekawe, scena ta odrzucając związany z tym przedstawieniem dualizm: kobieta-mężczyzna, ustala jednocześnie nowy: natura-kultura. Po lewej stronie widzimy rajską Ewę stojącą pod koroną drzewa i opierającą się o jego pień. Uwagą zwracają jej długie „naturalne” włosy i przede wszystkim to, że jej gesty nie wyrażają zawstydzenia, skromności. Nie są też wyzywające bądź prowokujące. Patrząc na wyraz twarzy i postawę można powiedzieć, że delikatnie uwodzi swym „naturalny” pięknem. Co innego stojąca obok współczesna Ewa - „uzbrojona” we wszelkie modowe zdobycze wyraźnie nas uwodzi. Przede wszystkim uśmiecha się i rzuca w naszym kierunku zalotne spojrzenie spod kapelusza. Jej twarz pokrywa makijaż, a włosy nie dość, że mocno przycięte, to jeszcze są pofarbowane. No i najważniejsze – suknia. Znakomity przykład orientalizującej mody lansowanej przez Paula Poireta zafascynowanego Szeherezadą Diagilewa (1910). Artysta, który był także, jak wspomniałem, ilustratorem miał wyczulone na detale oko – nie zapomniał o niczym – jest zgrana z całością torebka, buty, pończochy, białe boa z piór i parasolka. Brakuje tylko towarzysza…
Oczywiście nam pozostaje wybór (znów), z którą z Ew chcielibyśmy się spotkać. Malarz zostawia nam delikatną sugestię zdradzającą jego preferencję - Amorka umieszczonego pomiędzy kobietami, który z zainteresowaniem przygląda się piękności niemal żywcem wyciągniętej z żurnala mody.

Źródło ilustracji: Archiwum autora.

5 komentarzy:

  1. Niezwykły obraz, faktycznie malarz chyba dokonał wyboru, ale mnie się wydaje, że Ewa z ogrodu Edeńskiego jest bardziej prawdziwa od eleganckiej damy. Nie chodzi mi o łatwe psychologizowanie na temat postaci, bardziej o refleksję nad jej duchową - a nie tylko emocjonalną - kondycją. O wewnętrzny spokój, harmonię, relację ze światem. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, A. P., że nadrabiasz zaległości i mocno zagłębiasz się w przeszłość bloga :)))
      Ta "rajska" Ewa jest ponadczasowa, nie musi się zmieniać. Żywot tej drugiej jest chwilowy, jak moda, którą reprezentuje.

      Usuń
  2. Tak Panie Piotrze, przeczytałam całość od deski do deski :-) Spotkanie ze słowami jest zawsze interesujące. Nie mogę sobie odmówić tej przyjemności. A jeśli jeszcze można - w kontekście ciekawych obrazów - ostatnio szukałam z racji obowiązków zawodowych, malarstwa jako kon-tekstu dla lektur - oby kiedyś to pojęcie zostało dobrze odczarowane - i znalazłam coś zarazem niepokojącego oraz zapadającego w pamięć. A propos nagości, kobiecości, chwilowości i nie tylko - wytwór wyobraźni Bruno Shulza, "Spotkanie". Niebezpiecznie urzekające. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę chyba jedynie podziękować i oczywiście wyrazić radość, że czytanie tego, co tu wypisuję, może być dla kogoś źródłem takiej przyjemności :)))
      Dziękuję :)

      Usuń
  3. Nawet Pan nie wie jak bardzo... :-) To ja dziękuję. Serdecznie :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń