niedziela, 22 sierpnia 2010

Wszystko zaczęło się od Mondriana…

W końcu nadszedł czas, bo przedstawić suknię, która w pewnym sensie przyświeca temu blogowi. Chodzi oczywiście o mondrianowską, jersejową sukienkę.
By nie powtarzać już wielokrotnie przywoływanych w wielu miejscach informacji, skupię się tylko na tym, czemu ta suknia dała początek, cóż takiego się od niej zaczęło. Przede wszystkim sposób patrzenia Yves Saint Laurenta na projektowanie. Jak sam mówi w wywiadzie z 1965 roku, po tym jak jego matka dała mu album z malarstwem Mondriana –
Nagle zdałem sobie sprawę, że suknie nie powinny być dłużej komponowane za pomocą linii, ale za pomocą kolorów. Uświadomiłem sobie, że musimy skończyć układać, tworzyć suknie jak rzeźby, wręcz nieco przekornie, powinniśmy patrzeć na nie jak coś ruchomego. Zrozumiałem, że moda była „nieruchoma” do tej pory, i to właśnie należy musimy zrobić – wprawić ją w ruch.
Suknia – hołd dla Mondriana z 1965 roku była pierwszą z podobnych wyrazów uznania składanych przez projektanta takim artystom jak Van Gogh czy Matisse. Ponadto projekt ten to także początek powszechnego zainteresowania malarstwem Mondriana we Francji. Do tamtej pory był on nieobecny w publicznych francuskich kolekcjach. Popularność jego prac zaczęła wzrastać, a efektem tego procesu była wielka retrospektywna wystawa, jaka odbyła się w 1969 roku w Orangerie.
Jeszcze dla jednej ważnej „rzeczy” Mondrian wyznacza początek. Otóż sam kreator stwierdza, że „Mondrian” był pierwszym „prawdziwym” obrazem w jego kolekcji. Należy dodać, że nie jedynym (temat stworzonej przez niego kolekcji to oddzielny, bardzo ważny wątek, warty jednak osobnego potraktowania). Na stronie internetowej Christie’s można znaleźć co najmniej trzy olejne obrazy autorstwa tego malarza. Wśród nich także i ten, pochodzący z 1922 roku, a zakupiony przez Yvesa i Pierre’a Bergé w 1978 roku, „Composition avec bleu, rouge, jaune et noir”.
I na koniec wątek osobisty. Moje zainteresowanie modą zaczęło się właśnie od Yves Saint Laurenta. Mój zachwyt i podziw dla jego pracy trwa do dziś.

Źródła ilustracji:
www.style.com
www.christies.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz