czwartek, 1 lipca 2010

Bohater jest nagi


-->

Siła i tężyzna fizyczna kulturowo jest przypisana mężczyznom. To wydaje się jasne. Trudniejsze, i to znacznie, jest określenie granic tej „tężyzny”. Nie dość, bowiem, że rozumiana (i prezentowana) była ona różnie w przeszłości, to i dziś funkcjonuje kilka wzorców. Za archetyp możemy uznać mitycznego bohatera Heraklesa, którego siła mięśni jest znana wszystkim. Już samo prześledzenie wizerunków bohatera z różnych epok uwidoczniłoby jak różnie rozumiano „siłę”. Tego jednak chciałbym uniknąć. Mimo to zacznę od przywołania najbardziej znanego wizerunku herosa, czyli tzw. Heraklesa Farnese (IV w. p.n.e.) z Museo Nationale w Neapolu.
Choć przedstawiony w chwili odpoczynku, to jego mięśnie wydają się napięte dyskretnie prezentując jego siłę. Podkreśla ją także trofea, znajdujące się tuż - lwia skóra, oraz trzymane w prawej ręce, niewidoczne z tej strony jabłko z ogrody Hesperyd. Co nie może umknąć uwadze, to jego nagość. Nie dość, więc, że nic nie odciąga uwagi od wspaniałych mięśni, to mamy pewność, że stoi przed nami autentyczny zwycięzca i to „bez oszukiwania”, bez zasłaniania się czymkolwiek i czegokolwiek.
Renesans przyniósł nie tylko powrót zainteresowań antykiem jako takim. Znów pojawiło się „zapotrzebowanie” na tężyznę fizyczną. Rycerz – dworzanin musiał ustąpić „mocarzom”, których znakomicie wspierał strój.
Ten anonimowy mężczyzna przedstawiony na portrecie prezentuje się zacnie. Nienaturalnie wręcz powiększone kunsztownym krojem ramiona zastępują mięśnie. Nawiasem mówiąc, noszenie takiego ciężkiego stroju mimo wszystko wymagało siły mięśni. Jednak nie tylko wolumen się tu liczy, ważny jest także kolor. Intensywna czerwień przyciąga uwagę i świadczy o wysokim statusie społecznym mężczyzny. Tak naprawdę wygląda on, proszę mi wybaczyć, jak w okresie godowym – jego wygląd ma przywabić partnerkę. Znacznie bardziej od rzeczywistej, dosłownie rozumianej siły liczy się siła, jaką ma on „w społeczeństwie”. I daje mu ją ten ubiór.
Ubiór jest też znakiem rozpoznawczym współczesnych bohaterów, w zasadzie superbohaterów. Jednym z najbardziej znanych jest Clark Kent z Daily Planet, który w chwilach zagrożenia zrzuca z siebie garnitur, pod którym niczym drugą a skórę nosi strój Supermana.Niebieski kolor „trykotu” sprawia, że jego mięśnie wydają się być ze stali. Nasuwa się tu skojarzenie z sylwetką wyżej wymienianego bohatera. Superman jednak jest ubrany, bo działa wśród ludzi współczesnych, którzy nagości z pewnością nie wybaczyliby nawet jemu. Jednak „ubranie” w postaci czerwonych spodenek i butów sugeruje istnienie „nagiego” ciała. No i ta peleryna niemal jak antyczna draperia… nawiązanie do archetypu daje się zauważyć. Jednak to nie nagość, wyrzeźbiona sylwetka i siła czynią bohatera. Można się o tym łatwo przekonać przywołując tym razem zdjęcie anonimowego mężczyzny.Mimo tego, że jego torsu nic nie okrywa i możemy zobaczyć, że istnieje realnie, to mamy poczucie sztuczności, fasadowości, zwykłego(?) napompowania mięśni. Jego muskulaturę odbieramy niemal jak kostium, za którym się kryje; podobnie, jak było w przypadku renesansowego mężczyzny. Strój może, więc sprawić, że wyglądać będziemy jak bohaterowie. Jednak prawdziwi przedstawiciele tego gatunku nie muszą tego robić, bo oni nimi po prostu są.
Źródło ilustracji:
http://encyklopedia.pwn.pl
Fabric of vision, Anne Hollander, National Gallery, Londyn 2002
http://www.trmk.org
http://www.zimbio.com/

2 komentarze:

  1. Osoba na ostatnim zdjęciu wydaje mi się bardziej śmieszna - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - niż "bohaterska". Podoba mi się postać renesansowa - odbieram jej strój jako wyraz społecznej rangi oraz pewności siebie. Faktycznie, bohaterowie nie muszą eksponować swojej rzekomej wartości, na pewno nie mają potrzeby wyrażać siebie bardzo dosłownie i - tylko (?) - zewnętrznie. Bohaterstwo nie potrzebuje żadnych określeń, to często "zwyczajna-niezwyczajna" siła, która - kiedy trzeba - zmienia rzeczywistość na lepsze :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń