czwartek, 10 czerwca 2010

Szesnastowieczne, męskie, kobiece…


-->
To, że projektanci inspirują się modą minionych stuleci nie jest dla nikogo niespodzianką. Również to, że projektując ubrania dla kobiet sięgają do niewieścich sukien i analogicznie przy tworzeniu mody męskiej. Czasem jednak kreatorzy łamią tę regułę sięgając po repertuar odzieżowy przeciwnej płci. Kiedy dodadzą do tego nutę ironii, bądź poczucia humoru robi się naprawdę ciekawie.
Znakomity tego przykład można znaleźć w kolekcji Alexandra McQueena na wiosnę 2003.
Inspirację modą męską XVI wieku widać od razu. Projektant doskonale uchwycił najbardziej charakterystyczne cechy takiego stroju, choć nie trzymał się uparcie jednego ubioru. „Wziął”, co najbardziej mu odpowiadało – krezę, dopasowany wams bogato zdobiony pasmanterią, krótki płaszcz o hiszpańskiej proweniencji oraz wyeksponowane nogi odziane w pończochy. Poniżej można zobaczyć przykłady tej mody – portret Henryka II przypisywany F. Clouet’owi (ok. 1550) oraz miniaturę N. Hilliarda przedstawiającą nieznanego mężczyznę (1588).
O ile pierwszy z tych portretów podkreśla męskość modela (nie mam na myśli jedynie fragmentu podkreślającego przyrodzenie, ale pozę, spojrzenie, broń u boku ), drugi z nich prezentuje mężczyznę o wiele bardziej delikatnego, dziś powiedzielibyśmy romantycznego. Co trzeba podkreślić, to fakt, że spodnie są silnie zredukowane i pozbawione już detalu podkreślającego męską anatomię. Z dzisiejszego punktu widzenia ubiór ten jest mało męski. I to zapewne stało się punktem zaczepienia dla projektanta. Z tych zredukowanych spodni stworzył mini. Nóg modelki nie odział też w pończochy, ale pozostawił je gołe, a na stopy założył delikatne szpilki. W ten sposób zaakcentował kobiece nogi i jednocześnie przywrócił dobrze nam znany porządek – to płeć piękna eksponuje dolne kończyny (nawiasem mówiąc nie trwa to długo, jeśli spojrzymy na historię mody). Na szczęście McQueen nie jest grzecznym twórcą, który przywraca porządek. On go burzy. Tym razem również. Na twarzy modelki pojawiają się „wąsy”, co ją wyraźnie maskulinizuje. Również jej poza wydaje się męska, zdecydowana. Brakuje tylko przypiętej u boku szpady… :)))
W tej samej kolekcji pojawił się też inny, choć podobny projekt. Tu, przy rozpuszczonych blond włosach i bardzo kolorowej spódnicy z wysokim rozcięciem na prawej nodze, męskość pierwowzoru rozpuszcza się niemal całkowicie. Artysta – projektant wprowadzając inny, jasny kolor bluzki „zmiękczył” jej sztywny charakter i stworzył tym samym, już bez żartów, nowoczesny ubiór inspirowany historią. On to doskonale potrafił…


Źródło ilustracji
www.style.com
http://www.louvre.fr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz